*Księga Go�ci*

* Dodaj wpis
* Zobacz


*Archiwum*

2009
grudzień
listopad
październik
sierpień
luty
2008
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
kwiecień
marzec
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień



Tagi



*Linki*

Moje ulubione linki
Galeria rozne zdjecia
Nieseryjna Najbardziej nieseryjny tech-supp na Dzikim Zachodzie :D
Corax my się znamy już trochę, prawda? :D
Fotka mojego Kochania Moje Wytchnienie Wojownika :*
Moja fotka
Aniolek Anioly istnieja... w sieci, oczywiscie :D
Takie mile forum to, co kocham


































2009-12-16 13:30:20 >> Bo trzeba miec kwalifikacje, zeby dobra prace dostac :]

Laska z warszawskiego oddzialu przysyla maila z pytaniem do BA:

"Please, it write information me, when can I work to <Siebel>.
I wait week on repairing problem already.
It write that be in this case progress."

Google Translator  rulez :]

Tagi: praca, polska, angielski
skomentuj (0)




2009-11-10 14:37:13 >> Jestem aspoleczny, czy tez ludzie sa glupi?

Z racji pewnych wydarzen dnia dzisiejszego, przypomniala mi sie przezabawna historia
zwiazana ze zwolnieniem z pracy mojej kolezanki. Swego czasu osmielilem sie glosno
stwierdzic, ze firma zamiast wydawac kase na odswiezony intranet, powinna zaplacic za
szkolenia, czy cos takiego. Bo niby czemu ma mnie obchodzic, co jakis pracownik z
oddzialu chinskiego lubi robic w wolny mczasie, czy jakie zdjecia ludzie z wakacji
wrzucili. Kolezanka glosno krzyknela, ze jestem nielojalny i glupi, bo ona pracuje w
tej firmie dla samego faktu bycia czescia tej organizacji. Ze takie inicjatywy sa
potrzebne i pracownicy lojalni, jak ona, doceniaja to. Pare miesiecy pozniej zostala
zwolniona w wyniku restrukturyzacji. A ja wciaz na swoim miejscu :]

Dzisiaj dostalismy maila, ze bedzie loteria fantowa z okazji swiat. Kazdy kto wrzuci
prezent, wylosuje inny, a jesli mu nie spasi, to bedzie sie mogl wymienic. No i
oczywiscie mozna kliknac na przycisku 'nie' ale wiadomo ,ze inicjatywa szczytna i
wziac udzial wypadaloby. Ja oczywiscie kliknalem na wyzej wspomnianym przycisku. Na
100% bylem autorem pierwszej negatywnej odpowiedzi a moze i pierwszej odpowiedzi w
ogole. Dlaczego nie lubie takich rzeczy?

Powodow jest kilka, ale wszystkie wychodza z tego samego zalozenia: Firma to nie moj
dom, a wspolpracownicy to nie moja rodzina. Modne sie zrobilo ostatnimi laty
tworzenie mitow, ze firma to okret na ktorym wszyscy jestesmy jak jedna wielka rodzina
i my dbamy o okret, a on w zamian zabierze nas do ladu obiecanego. Co kwartal na
skrzynce mail od "kapitana" o NASZYCH osiagnieciach i jak wiele czuje do nas cieplych
uczuc. CO pare miesiecy durna inicjatywa, jak spedzic razem czas na imprezie (darmowy
alkohol w ilosciach nieogranczonych ,jesli ktos jest wystarczajaco glupi ,zeby sie
upic na takiej imprezie :]) Na szczescie recesja ograniczyla finansowe srodki na
takie kretynstwa. Na kazdym kroku firma probuje udowodnic, ze laczy nas z nia
szczegolna wiez. Unika sie slowa "pieniadze" twierdzac, ze pracujemy dla wspolnych
wartosci. I tu sie zgodze, choc im akurat nie chodzi i wartosc biletow banku
narodowego. W srod pracownikow firmy widze wielu naiwniakow, ktorzy sie na ta
przynete lapia i zieja smrodem lojalnosci. Oburzaja sie na kazdego heretyka i jakby
mogli, to w centrum zaplonelyby stosy. Ku mojej uciesze ci lojalni leca zwykle
pierwsi, bo wydaje im sie, ze zarliwoscia uczucia nadrobia niekompetencje. Tutaj
fakt: ci, co zostali nie wyczuwaja ironii sytuacji i nadal zieja. Nie szkodzi :]
Kolejne restrukturyzacje przerzedza ich szeregi. Nie mozna powiedziec o mnie ,ze
jestem nielojalny. Moja lojalnosc jest bardzo wyrazna, bo jest oplacana. Jestem
lojalny, na ile wiaze mnie kontrakt. Nie wydaje tajemnic sluzbowych, bo firma placi
za moj profesjonalizm. Nie odwalam fuszerki, bo firma placi za moje umiejetnosci.
Jestem lojalny, ale moja lojalnosc ma solidne podstawy, a nie zludzenie wiezi.

Nastepna czesc tej smiesznej sytuacji, to wmawianie pracownikom, ze laczy ich
szczegolna wiez z ich kolegami z pracy. I znow mnostwo ludzi daje sie na to zlapac.
Owszem, zgadzam sie, ze cos nas laczy. Mam w firmie kolegow, znajomych. Tylko ,ze
firma probuje nam wmawiac, ze jestesmy jedna wielka rodzina. Nie... moja rodzina nie
pracuje tutaj. Chcialbym, zeby wszyscy pamietali o tym drobnym fakcie. Nie dzielimy
zadnych cech, idealow czy marzen. Jestesmy obcymi sobie ludzmi, ktorzy pracuja w tym
samym budynku. I jesli z kim po pracy idziemy na piwo czy sushi, to super, ale ta
relacja nie ma juz nic wspolnego z faktem, ze pracujemy w tej samej firmie. Rownie
dobrze moglibysmy sie sie poznac  w kolejce do kasy w markecie. Firma probuje wciac
sie w kazdy aspekt, zeby wygladalo na to ,ze cokolwiek jej zawdzieczamy.

Prawda jest prosta, choc wielu ludzi ja neguje: firma nie jest lojalna wobec
pracownikow. Firma jest lojalna wobec udzialowcow. Jesli cos sie da zrobic przy
okazji ,to super, ale jesli sytuacja sie zmieni, to... Firma dbala o nas naprawde
niezle, az do czasu recesji. Mnostwo ludzi przerobiono na pasze, ktora nakarmiono
udzialowcow. Wszystko, byle podniesc cene akcji. Wspaniale wmawiac sobie i innym, ze
to zaszczyt gdzies tam pracowac i ze to wspaniala satysfakcja moc siebie nazwac
czescie tej wielkiej globalnej rodziny. A na koncu zostaja tacy straszni ludzie, jak
ja :] Twoi wspolpracownicy nie sa lojalni wobec ciebie. Zyjemy w swiecie, gdzie
pieniadze graja glowne skrzypce. Jesli firma zmusi ich do wyboru: ty lub oni, nie
beda sie wahac nawet minuty. Lojalnosc siega tylko tak daleko, jak jej konsekwencje
nie maja zbyt wielkiego wplywu na zycie.

Firma to nie moj dom. Wsolpracownicy to nie moja rodzina. Dom i rodzina to zupenie
inna sfera, niz praca. Fajnie byloby, gdyby wszyscy byli w stanie rozroznic te dwie
sfery i zachowac podzial. Bycie czescia mojej rodziny daje mi satysfakcje. Bycie
czescia firmy tez mi daje satysfakcje, ale ta satysfakcja, raz w miesiacu, przelewana
jest na moje konto. Tylko tyle laczy mnie z pracodawca. Ja pracuje, firma placi. Oni
inwestuja w moje umiejetnosci, ja sie odplacam wykorzystaniem nabytych umiejetnosci
dla zysku firmy. Relacja czysto finansowa, bez tandetnej otoczki milosci i
lojalnosci. Gdyby tylko HR przestal udawac, o ile oczyscilaby sie atmosfera. Przeciez
wielu ludzi uwaza tak samo, jak ja. Ale odezwac sie nie mozna, bo od razu zostaje sie
poddanym ostracyzmowi, a nawet ktos zyczliwy doniesie gdzie trzeba i mozna dostac
pouczenie. Jestem aspoleczny; nigdy nie twierdzilem inaczej. Ale w tej sytuacji to
mnie ratuje przed szokiem, gdy moja firmowa "rodzina" wystawia mnie za prog, dajac
kanapke na droge i kaze nie wracac. Pozdrowienia dla tych, ktorzy maja odwage
przeciwstawiac sie patologii autorstwa HR i ludzi, ktorzy nie potrafia uporzadkowac
swojego zycia.

Tagi: praca, hr
skomentuj (0)




2009-11-03 11:05:53 >> Lenistwo :)

Po raz czwarty, odkad pracuje w Monsterze, mialem zmiane pietra, na ktorym siedze. Zaczynale mw "lochach" czyli na trzecim, a po paru zmianach siedze na piatym ,czyli "dyrektorskim". Sama zmiana moze nie budzilaby emocji, gdyby nie to, ze zmarnowala mnostwo naszego czasu. Jakby tego bylo malo, moj TL siedzi teraz za moimi plecami i w kazdej chwili widzi moje ekrany. Skonczyly sie slodkie czasy ogladania teledyskow i czytania stron w czasie pracy. Ale dosc o "tragediach" :]

Sama przeprowadzka jest bardzo ciekawa. Dyrektor naszej firmy w Czechach, jest jednoczesnie QA VP. Ostatnim iczasy sie troche jakosc pracy QA obnizyla, wiec ten wymyslil, ze musza siedziec niedaleko niego, zeby mogl ich dogladac. Problem w tym, ze oni na czwartym pietrze, a on na piatym. Gosc stwierdzil, ze jest przywiazany do swojego pietra i przeprowadzac sie nie bedzie. Ale mu sie wszyscy QA-e nie zmieszcza przy obecnym rozstawieniu. Problem? Wcale :D Zamowiono firme przeprowadzkowa i przeniesiono 150 osob na rozne pietra, zeby zrobic miejsce. Zmarnowano lacznei pol dnia pracy ludzi i wszystko gotowe. Gosc siedzi tam, gdzie siedzial, a Kazdy ma okazje zaczerpnac swiezego oddechu w nowym miejscu. Tylko szoste pietro ostalo sie bez zmian, wszystkie inne zostaly przetasowane, nawet gdy nie bylo potrzeby. W koncu szef musial jakos uzasadnic w budzecie taki manewr :D Gosc chce zeby QA-e ciezej pracowali, ale chyba nienajlepszy przyklad im dal :]

Milo wiedziec, ze szef tez zwykly leniwy czlowiek.

Tagi: praca, monster
skomentuj (0)




2009-10-20 11:35:35 >> Dziwna polska niechec


Zdarzylo mi sie ostatnimi czasy spotkac w Polsce z dziwnym zachowaniem roznych firm. Ni tyczy sie to kazdej firmy z jaka ie kontaktowalem ,ale wystarczajaco wielu, zeby wkurzalo. Jest to, mianowicie, niechec do rozmowy o pieniadzach/ cenach. Jesli tylko kwota jest wieksza niz te dwie stowy, zaczyna sie smieszna zabawa w podchody.

Ostatnie moje zetkniecie z czyms takim, to szukanie klubu nurkowego w okolicach Szczecina, w ktorym moglbym zrobic certyfikat przed wyjazdem na wakacje. W Czechach na kazdej stronie klubu jest cennik, gdzie wszystko jest wypisane punkt po punkcie. Podobnie wyszlo z Chorwacja gdzie nikt takich detali nie ukrywal. Ale wrocmy do Szczecina...

Przegladam strony roznorakie i na czesci nie ma zadnej podstrony z cenami. Dziwne to jest, bo w ofercie klubow sa kursy certyfikacyjne. Wysylam wiec maile na dresy kontaktowe z pytaniem gdzie jest cennik, bo mnie interesuja takie glupoty, jak ceny. I tu zaczyna sie robic smiesznie. Jakas pani wysyla mi maile, ze i owszem, cennika na stronie nie maja, ale zebym podal swoj numer telefonu i zadzwoni do mnie trener wszystko wyjasnic, bo to nie jest takie proste. Nie mam pojecia, co jest takie skomplikowane, skoro program kazdego kursu i egzaminu jest do zgrania z oficjalnej strony organizacji certyfikujacej. Tak samo nie mam pojecia, czemu trener musi ze mna porozmawiac, zanim poda mi cene. Chce mnie psychicznie przygotowac na szok? Jesli cena nei bedzie w wysokosci 150% zwyczajowej cen yw calej Europie, to obiecuje nei zejsc na zawal. Grzecznie podziekowalem pani, stwierdzajac, ze mieszkam w Czechach i kontakt telefoniczny mnie nie urzadza i ceny juz mi nikt nie przyslal.

Nie mam pojecia, czemu u nas tak niechetnie sie podaje ceny na stronach. Przeciez to jeden z glownych czynnikow przy szukaniu kursow i innych takich. To jest zwyczajne marnowanie mojego czasu, jesli musze wysylac maile z zapytaniami i cos tak podstawowego. Skoro cena jest stala, to czemu jej od razu nie podawac? Czy im sie wydaje ,ze jak beda zwlekac z podaniem ceny, to sie zgodze, bo wezma mnie z zaskoczenia? Przeciez nei mowimy tutaj o kwocie zapierajacej dech w piersiach. To nie samochod za milion tylko durny kurs nurkowania.

Po krotkich poszukiwaniach podziekowalem krainie tajemniczych cennikow i postanowilem skorzystac z uslug szkoly, ktora nie wstydzi sie swoich cen pokazywac na publicznie dostepnej stronie :]

Tagi: polska, szczecin, nurkowanie, ceny
skomentuj (0)




2009-08-28 15:07:35 >> Śniadanie polaka

Ależ my się pięknie przedstawiamy w oczach obcokrajowców :D Dzisiaj przy porannej pogawędce z ludźmi w kuchni, ekwadorczyk zapytał mnie, czy to prawda, że polacy piją czystą wódkę do śniadania. Odpowiedziałem, że niektórzy pewnie i owszem, ale to norma żadną dla nas nie jest.

Tagi: polska, wódka, polak, stereotyp
skomentuj (0)




2009-08-26 16:17:21 >> Insourcing czyli jak się obudzić z ręką w nocniku.

Firma jest duża i potrzebuje ciąć koszta, jednocześnie utrzymując jakość usług wewnętrznych. Decyduje się na, jakże modny outsourcing i bajka się zaczyna. Podpisuje się kontrakt z firmą w Indiach i oddaje im całą obsługę techniczną systemu CRM. Wraz z upływem lat, coraz więcej spraw przechodzi, do koszyka hindusów, bo i tańsi i zgodniejsi z wizją kierownictwa. Co jakiś czas zmienia się CEO i większość VP, a przy tym są przetasowania kadrowe. Efektem jest stopniowe usuwanie wielu pracowników, którzy ów system CRM robili i stanowili żywą encyklopedię na ten temat. System powstawał, gdy firma stawiała pierwsze kroki i nikt nie myślał o pisaniu dokumentacji, więc ludzie Ci są naprawdę chodzącymi encyklopediami, jedynymi dostępnymi firmie.

Nikt problemu nie zauważa, bo przecież outsourcing jest genialnym rozwiązaniem i wiadomo, że nigdy się nie skończy. Tymczasem, kryzys uderza w rynek IT i zaczyna się ponowne cięcie kosztów. Gdy już się zwolniło, kogo się tylko dało, a kasy nadal brakowało, przyszła kolej na oryginalniejsze rozwiązania. I tak ktoś wymyślił insourcing. Znaczy nie wymyślił, bo to już dawno zrobiono ,ale wymyślił, że to będzie mądre.

I tu zaczynają się schody. Okazuje się, że umowa została zawarta na dostarczenie usług/ obsługi, ale jako gotowego procesu. Znaczy, hindusi mają swoją dokumentację, wymyślają coraz to nowe rzeczy, a firma się cieszy, że takie bajery. Gdy dostawca usług orientuje się, że insourcing się zbliża wielki krokami, stwierdza, że dokumentacji też nie ma, robi wszystko na żywioł i ogólnie sami nie wiedzą, jak im się to wszystko udawało tak długo. Firma pod pozorem zmiany kierownictwa wymusza na hindusach dostarczenie dokumentacji dla wszystkich usług, jakich są autorami. Hindusi marudzą, ale w końcu dostarczaja parę tysięcy stron dokumentacji do wszystkiego, co robili. Oddając pakiet twardo tłumaczą, że lepiej juz nie bedzie i kropka. Okazuje się, że jest to dokumentacja procesowa, a nie techiczna i składa się z nadmuchanych opisów, podsumowań i setek wypocin w Visio.  Przykładem może być: "Dane zostają załadowane z przygotowanego pliku, do tymczasowych tabel w Stage'u". No i fajnie, tylko w całej dokumentacji nie jest wspomniane, jaki plik, jakie tabele. I tak właśnie firma budzi się z ręką w nocniku ,bo ma parę tygodni do końca kotraktu outsourcing'owego, a wygląda na to, że zespół tech'ów będzie musiał w parę tygodni zrozumieć i opanować pracę z kilku lat, nie mając praktycznie żadnych materiałów.

Przypomina mi to jednego z moich poprzednich pracodawców, który zapłacił za obsługę firmy, ale nie za program, w którym było to zrobione i też potem się męczyli. Jak widać, nie są to najwyraźniej odosobnione przypadki. Wydawać by się mogło, że ludzie nie są aż tak głupi i mogą przewidywać, że kiedyś coś się może wydarzyć i dokumentacja się przyda. Bo na ludzką życzliwość nie ma co liczyć, gdy w grę wchodzi wielki kontrakt i dokumentacji nie będzie. Hindusi mają problemy z przekazaniem choć by szczątkowej wiedzy i tłumaczą się brakiem czasu i doświadczenia.

Firma na szczęście nie jest głupia aż tak mocno i robi jedyną logiczną rzecz, jaka pozostała. Wynajduje jednego z pracowników, którzy niedawno opuścił firmę outsourcing'owa i proponuje mu pracę na stanowisku, które odpowiada dokładnie temu, które miał w zespole pracującym dla Firmy. Dzięki temu cały kontrakt kończy się w paskudniej atmosferze pełnej żalu, podejrzeń i drobnych złośliwości, które podstawą do zerwania kontraktu nie są, ale wydłużą pokojowe rozejście się o tygodnie, jeśli nie miesiące.

Tagi: it, firma, insourcing, outsourcing
skomentuj (0)




2009-08-07 14:17:24 >> Pomsta porazonych

Niedawno mialem okazje ogladac w kinie film, ktory wstrzasnal mna doglebnie. Pisze o nim dopiero teraz, bo chwile zajelo mi otrzasniecie sie z szoku.

Mam na mysli arcydzielo: Transformers - Pomsta Porazenych. To, ze ten film jest jakas pomsta, to widac jak na dloni. Dodatkowo, ciesze sie, ze ktos otwarcie nazwal tworcow porazonymi. Nie mam tylko pojecia, za co tak oni sie mszcza... Przeciez to tylko i wylacznie ich wina, ze wypuscili na ekrany takie badziewie.

Film zostal nakrecony w zgodzie z najlepszymi wzorcami amerykanskiego kina dla mlodziezy. Jest pierdzenie, bekanie, wydalanie i nawet kolyszace sie "jajka" robota. Jako ,ze jest to film o robotach, to oczywiscie humor fizjologiczny dotoczy takze ich. Absolutnym szczytem dla mnie, jest robot kopulujacy z noga kobiety. Cieszy mnie, ze w obecnych czasach tolerancja dla "nieklasycznych" zwiazkow posunela sie tak daleko, ze i taka rodzaj seksu znalazl sie w filmie.

Kolejna silna strona filmu jest scenariusz. Pozwala on widzowi interpretowac wiele zdarzen samodzielnie, dzieki czemu moze on/ona wraz ze znajomymi zalozyc klub filmowe i dlugie godziny dyskutowac, dlaczego cos sie (nie) wydarzylo. Scenariusz posiada braki w ciaglosci, dzieki czemu kazdy moze sobie wyobrazic brakujace sceny, jak tylko chce. To piekne, gdy widz bierze udzial w procesie tworczym. Kino interaktywne nadchodzi wielkimi krokami, dzieki takim pionerskim przedsiewzieciom.

Piszac o silnych stronach filmu, nie sposob pominac komputerowych efektow. Gdy juz tracilem nadzieje, po ogladaniu sceny walki Optimusa, w lesie, ze bede mial o czym pisac, nadzieja powrocila dzieki walce na piramidzie, gdy robot z jajami, rozwala budowle. Nawet jesli strona graficzna tego wszystkiego nie wzbudza wiekszych uczuc, choc daleko jej do niektorych filmow, to silnik fizyki uzyty w tej scenie powala. Powala w nienaturalny, dziwaczny sposob. Prawdopodobnie uzywa tego samego kodu, co przy wszystkich kamieniach :] Nie jestem developerem, nie zajmuje sie rzeczami, ktore pozwolilyby mi fachowo ocenic jakosc wykonania. Ale nie czuje sie zdyskwalifikowany calkowicie, gdyz jako osoba majaca ciagly kontakt z grawitacja, potrafie dosc celnie stwierdzic, czy cos wyglada realistycznie. Byc moze tworcy powinni przeniesc troche budzetu ze scen kopulacji, powiewania "nabialem" i sikania do puli przeznaczonej na zakup technologii CGI datowanych na rok 2000 lub pozniej.

Podsumowujac, film jest glupi, plytki i slabo wykonany. Osobiscie uwazam ,ze zostalem nim skrzywdzony i tylko wieczor przy bilardzie pozwolil mi wrocic jakos do siebie.Jesli ktos z Was zrobil cos strasznego, moze to obejrzec w ramach pokuty. Powinno pokryc wszystko ,wlaczajac morderstwo dokonane na staruszce...

Tagi: film, zemsta, transformers
skomentuj (0)




2009-02-13 15:43:14 >> Wspomnienia uderzaja

Przeczytalem wczoraj ciekawy artykul na Onecie. wiem ,ze Onet nie jest jakims wyjatkowym zrodlem doznan czytelniczych, ale to akurat do mnie trafilo. Jakis delikwent pisal o menelu, ktorego spotykal w autobusie, jadac do pracy. Menel ten tworzyl w opowiesciach swoj, boski niemalze, obraz i opowiadal o alternatywnej rzeczywistosci, jaka wylegla sie w jego oslabionych alkoholem szarych komorkach. Tekst ten byl na zblizony do rzeczywistosci, jaka ja znam, ze odplynalem wspomnieniami w rok 2005, kiedy to sam mialem okazje pomieszkac w B'ham.

Od samego poczatku uderzylo mnie, jak swoja przeszlosc pokazuja Polacy. Poza kilkoma chlubnymi wyjatkami, pozostali przyjechali do Anglii nie wiadomo po co. Bo przeciez kazde z nich zostawilo skarby i super prace w Polsce, by z godnoscia dac sie ponizac w "Ciapatowie".

Pierwszym okazem jest Andrzejek. Gosc, u ktorego wynajmowalem miejsce w pokoju, mial zawsze cos ciekawego do "sprzedania". W polsce byl managerem. Do angli przyjechal, bo nie podobala mu sie praca w polsce. Na poczatku zahaczyl sie w kamieniolomach, gdzie byl brygadzista. To byla swietna robota, choc ciezka i ludzie go lubili. Szczegolnie ci polacy, ktorym tam zalatwil prace. Potem dostal duzo lepsza prace. Dostal sie jako technik instalacji roznorakich w szpitalu. Zalezalo tam od niego wystawianie wszelakich dokumentow o bezpieczenstwie roznych sieci i zatwierdzanie zgodnosci z wymaganiami. Praca pozwalala mu co miesiac odlozyc tysiac funtow, za pomoca ktorych planowal w niedlugim czasie zostac developerem.

Tyle jego o nim samym... Teraz skonfrontujmy to z rzeczywistoscia.

Robol, ktory pojechal do Anglii by byc robolem za lepsza kase. Nie mam nic przeciw temu, bo zadna praca nie hanbi, ale czemu klamac. Zaczal od kamieniolomow, bo tam malo chetnych. Jego interpretacja brygadzisty, to fakt, ze ludzio mw Polsce za oplata obiecywal zalatwic prace w kamieniolomach. Proby dojenia ludzi z dodatkowej kasy za mieszkanie u niego skonczyla sie buntem i szacunek okazal mu jeden z pracownikow, strzelajac mu z "baski". Z powodu klopotow na miejscu musial poszukac innej roboty i zostal "zlota raczka" w szpitalu. Wymiana zarowek, wynoszenie opakowan po sprzecie i tego typu drobnica, za stawke niewiele wyzsza od minimalnej. Pan developer Cwaniak, ktory jechal w zasadzie caly czas na klamstwach, probujacy wyjsc na wielkiego businessmana.

Nastepna osoba bedzie jego zona. Za Chiny Ludowe nie pamietam, jak sie nazywala, ale doskonale pasuje do obrazu polaka, ktory jest w Anglii, bo lubi. W Polsce miala kafeterie w Wielkim banku, ale pomyslala, ze chce wiecej. W Polsce kasa nie byla az tak wielka i sie jej nie oplacalo. Udalo sie, zostala szefowa cateringu i "restauracji" w klubie w Anglii. W praniu wyszlo ,ze jest zwykla bufetowa i o zadnym szefowaniu nie ma mowy.

Kolejny okaz. Adam... mistrz bajeru, lep na laski, prze-kozak. Zostawil w polsce Golfa cabrioleta i wielkie mieszkanie, a w Anglii siedzi, bo mial w Europie klopoty za wozenie narkotykow z Holandii. Na miejscu znany byl glownie w towarzystwie z kradziezy pedzli i czestych wizyt policji w ramach poszukiwaniach kradzionego sprzetu.

Jest jeszcze pare podobnych rpzypadkow, ale zaden az tak widowiskowy. Przynajmniej dla mnie, bo mialem z tymi ludzmi az nadto kontaktu. Wszystkich ich laczy jedna cecha: mijanie sie z prawda. Nie mam pojecia, dlaczego ludzie Ci tak strasznie probuja udowodnic, ze do Anglii przyjechali, bo im sie znudzilo w Polsce. Maja kase, mieszkania i samochody, a mieszkaja w 10 osob w jednym domu, bo tak fajniej. A zycie w Anglii jest super, bo jest "lork" i "many". Nie rozumiem, jaki to wstyd przyznac sie, ze z Polski wygonil ich brak pomyslu na zycie i brak perspektyw poprawy standardu zycia. Nastepna rzecz, to klamstwa na temat kariery w "jukeju" i pozycji spolecznej. Ludzie, ktorzy nie potrafia sklecic 2 zdan po angielsku, a widok innej skory niz biala powoduje u nich szczekoscisk probuja udowadniac, ze sa swiatowcami, ktorzy czerpa z zycia garsciami. Kazdy polak z tej kategorii jest specjalista, szefem, managerem. Nikt nie jest robolem, sprzataczem, pomywaczem. Sama smietanka spoleczenstwa. I tak jest, dopoki sie nie przejezycza, lub ktos z ich znajomych blizszych czegos nie palnie. Wtedy robia sie czerwoni i szybko probuja zagadac Cie, zeby Twoj mozg wypchnal informacje bez glebszej analizy. Kilkoro takich ludzi spotkalem przypadkiem w Polsce, gdzie wydawali ciezko zarobione managerskie "funciory". Tam sie wymieniali opowiesciami, jak to sobie radza, a ich oczy skamlaly, by zaden z obecnych nie zasmial sie i nie krzyknal: klamiesz! Mi ogladanie takich ludzi sprawialo przyjemnosc. Bo moze przestana napychac ludziom glowy wizja zlotego zycia w Anglii, gdzie jezyk nie jest potrzebny, kasa lezy na ulicy, a szefem moze byc kazdy, nawet student bez doswiadczenia.

Oczywiscie, zdaje sobie sprawe, ze jest pewnikiem sporo ludzi, ktorzy nie koloryzuja, bo sam przynajmniej kila takich osob spotkalem. Niestety, najwieksze zageszczenie "klasykow s-f" bylo wsrod polakow. Moze to wina tego, ze polacy tak gustuja w "Power-ball'ach" ktore sa dostepne w "luksusowej" linii Tesco Quality ( czy moze Asda... nie pamietam juz). Proukt ten sklada sie chyba z samej chemii, co moze degenerowac mozg.

Nastepna rzecz, ktora tak sie rzuca w oczy, to nasze podejscie do relacji z miejscowymi, skadkolwiek ci miejscowy by nie pochodzili. Zawsze chcemy ich nauczyc polskiego. Wiec absolutnie kazdy obcokrajowiec przejawiajacy chec do nauki polskiego, potrafil powiedziec "kurwa", spora czesc "spierdalaj" a niemalze tak samo liczna grupa "pokaz cycki". Dodatkowo, nie wszyscy wiedzieli, co to naprawde znaczy. Poznalem zaledwie pare osob potrafiacych powiedziec "czesc". Czy my naprawde musimy pokazywac sie od najbardziej chamskiej strony? Czy my nie mamy innych slow? To samodotyczy polakow rozmawiajacych an ulicy czy w sklepie. Polaka uslyszec mozna z daleko i bezblednie zidentyfikowac, co pozwala cichutko ich wyminac i pozostac anonimowym "jebanym angolem". Obnosimy sie z przeklenstwami, jakby byly niesamowitym dorobkiem naszego narodu. Do tego, "polaczek" moze nie bys w stanie przedstawic sie po angielsku, ale przeklenstwa ma opanowane niemalze wszystkie, z jakimi sie zetknie. Oczywiscie, nie wszystko zapamieta prawidlowo i stad "faken", ale inne juz latwiej w ucho wpadaja, jak "fakin lanka" ktorym sie dwaja panowie raczyli przy kasie sklepu, za nic majac zgorszone spojrzenia ludzi wokol. Ta zbieranina slownictwa z rynsztoka pozwala sie komunikowac z gosciem w warzywniaku i posredniaku. Jednym slowem, pelna aklimatyzacja :]

Te doswiadczenia szybko pozwolily mi sie zorientowac, ze najlepiej mi sie robi z anglikami, a najlepszym kumplem w robocie byl Ron; angielski skinhead, ktory mowil z australijskim akcentem choc niegdy w zyciu nie opuscil B'ham. i nic do nei nie mial, bo mowilem po angielsku niewiele gorzej od niego i klalem na zycie w anglii razem z nim.

Tagi: anglia, emigracja
skomentuj (0)




2009-02-03 15:24:14 >> Czytam wiadomosci z Polski...

Tak sobie wyczytalem ostatnio, ze gornicy zadaja 14% podwyzki. Normalne. Oni zawsze czegos zadaja. To chyba wpisane jest w zakres obowiazkow, czy jak...

Moment sobie tez wybrali swietny. Wlasnie teraz, gdy firmy zwalniaja ludzi a reszcie obcinaja pensje, gornicy zauwazyli szanse, by zaoszczedzone pieniadze oddac im. Bo niby czemu maja sie zmarnowac. Taki gornik przeciez biedny jest. Robi na przodku i ryzykuje swym zyciem za to, zebysmy mogli kupic wegiel gorszy i drozszy niz z jakiegos innego kraju. Taki gornik ledwo ciagnie od pierwszego do pierwszego z marna "trzynastka", "czternastka", przydzialami na jedzenie i reszta innych swiadczen. Za ostatnie zaskorniaki raz do roku kupi mutry, petardy i jajka, a dzieci sie zloza na bilet do Warszawy. Gornik mysli przyszlosciowo, czym powinien stanowic wzor dla finansjery swiata. Gornik juz dzisiaj walczy o podwyzke, bo wie, ze stal pojdzie w gore, jedzenie drozeje bez przerwy a i o dobry kamien coraz ciezej. Gornik sie przygotowuje na nastepny rok. A narzedzia negocjacyjne kupi za to, co wywalczyl w roku 2008. Gdyby tylko wszyscy mysleli z takim zapasem, to by nie bylo zadnej recesji, prawda?

Gornik wie, ze w Warszawie bedzie bezpieczny, bo nikt nie chce stac tam, gdzie kiedys stalo ZOMO. A szkoda... Bo moze gdyby ktos sie na to zdecydowal, to gornik zastanowilby sie, zanim narobi szkod na kilkaset tysiecy zlotych lub milion. Zanim kogos pozbawi Wzroku lub sluchu petarda, zanim zmusi miasto do wydania publicznych pieniedzy na czyszczenie miasta po ich "wizycie". Gornik jest po tym wyjezdzie tak zestresowany ,ze musi sobie odbic i postrajkowac. Gornik ma ten luksus, ze jest na 95% pewien, ze kasa sie znajdzie. Na gornika bedziemy robic my wszyscy ( no, chwilowo Wy wszyscy :]). Bo gornik zyc musi godnie. Nie wiem, co jest godnego w demolowaniu miasta i biciu ludzi. Ale ja ze Slaska nie jestem to moze i genetycznie nie jestem uwarunkowany.

Nie po raz pierwszy zastanawiam sie, dlaczego ktos w koncu nie zrobi z tym porzadku. Dlaczego policja nie spacyfikuje demonstracji, gdy ta przekracza granice. Zrobic nagrania wczesniej ,potem aresztowac i wsiasc kazdemu "bojownikowi" na jego biedna gornicza pensje, az splaci kazda szkode, ktora uczynil w czasie pobytu w "stolycy". Obarczyc zasilkiem dla bezrobotnych, ktorzy stracili prace, gdy nie mogli sie dostac do pracy z powodu zapchanego centrum. A zwiazki zawodowe powinny placic renty kazdemu kto ucierpial z powodu ekscesow gorniczych. Zwiazki zawodowe, jak zawsze, sa niewinne bo nie maja wplywu na zachowanie poszczegolnych jednostek. No i super. W taki razie narod nie zlozy sie na podwyzke dla gornikow, bo caly narod nie moze byc odpowiedzialny, ze ktos tam ma za malo. Polska to nie muszkieterowie, gdzie "Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego". Gdy ja nie moglem znalezc roboty po studiach, zaden zwiazek gornikow nie pchal sie z propozycjami zbierania kasy dla mnie. I jest to zrozumiale. Ale niech to dziala w obie strony. To sam odotyczy remontowania mista po wizycie gornikow. Niech zwiazki to oplaca. Gornik, ktory zachowuje sie jak chuligan, tak powinien zostac potraktowany ,ze wszelkimi konsekwencjami. nie ma mowy o polityce i "desperackich krokach". Bo ja na to widze desperacka odpowiedz policji... gumowe kule, gaz lzawiacy, palki i wyrok odbywany w kopalni wegla, ale za wikt i opierunek. Moze ktos po polrocznej resocjalizacji praca doceni demokratyczne sposoby mediacji.

Oczywiscie, gornik ma prawo sie nie zgadzac. Nawet na pensje. dlatego gornik moze w kazdej chwili odejsc. Dziek itemu odetchniemy wszyscy. Ale gornik nie odejdzie, bo panstwo nie stwarza mu okazji do zmiany zawodu. Niezbyt prawdziwe to stwierdzenie, bo praca jakas tam jest ,ale bez wszystkich dodatkow, do jakich gornik jest przyzwyczajony. Wiec gornik woli sie rozbijac po "stolycy" co jakis czas. Moge powiedziec gornikowi tyle: "jak sie nie podoba to wypad!" Mi sie nie podobalo w Polsce, to zostalem expatsem i plakac nie zamierzam. Gornik tez moze sobie isc gdzie indziej. Np. do Czech, gdzie coraz wiecej polakow pracuje w kopalniach. Ale nie kazdy gornik moze, bo czesi chca gornikow, ktorzy pracuja, a nie zakladaja co tydzien nowy zwiazek zawodowy. Gornik jest zajety wydobyciem a nie strajkowaniem i skladaniem zadan. A nasz przecietny gornik nijak sie w takiej rzeczywistosci nie potrafi odnalezc.

BTW, wlasnie wyczytalem, ze stocznia (Gdynska bodajze) zamierza zwolnic wszystkich 5000 pracownikow i zbiera telefonicznie chetnych do rozanca, co ma wymodlic cud, ktory uratuje zaklad pracy. Proponuje zrobic to w swiatyni opatrznosci ( czy jak sie to badziewie nazywa) do ktorej tak panstwo nasze chcialo sie dokladac. Jak sie ma takich politykow, zwiazkowcow i "specjalistow" to pozostaje tylko modlitwa. Ale ja by msie zaczal modlic do wszystkich  bogow, jacy sa znani. Moze ktorys wyslucha?

Tagi: polska
skomentuj (0)




2008-10-12 16:08:54 >> Dokrecanie sruby

Siedze w szpitalu. Od jakiejs godziny, ale juz bym sobie gdzies polazl. Niby narzekac nie ma na co, bo jest fajnie. Lozko z elektryka, zeby moc samemu zmieniac pozycje. Do tego hotspot, wiec powoli przestaje widziec siebie czytajacego te gory ksiazek, jakie nawiozlem ze soba. Teraz to bede musial zdawac regularne raporty, czy nie umieram. Pielegniarki mile i usmiechniete. Zarobilem bonusowe punkty, o sam sobie dzisiaj przed przyjsciem ogolilem noge. Tak wiec, tylko poglaskaly z uznaniem i stwierdzily, ze jestem dobrym pacjentem. Ale, bylo nie bylo, to szpital i ciezko zebym robil pod siebie z radosci, ze tu jestem. Mam 37,2 C ale zadna nowosc. Szpital ma to do siebie, ze reaguje na niego lekka goraczka. Cisnienie tez mialem 160/100. Organizm wie,ze jak zeswiruje odpowiednio mocno, to mnie wypisza bez operacji :] Mam tylko nadzieje, ze jutro bedzie dobrze i jednak wywioza mnie do krajalni.

Dzisiaj wizyta anestezjologa, ktory bedzie ze mna ustalal, czy patyk w kregoslup, czy "aaa, kotki dwa". Jedyna zmiana planow, wynikajaca ze zmiany terminu, to fakt, ze kto inny bedzie mnie operowal. Druga lekarka, z ktora mialem juz stycznosc i jakis specjalista od srubek i plastiku. Pewnikiem pan Honza, konserwator. Przykreca sruby na korytarzach to dokreci i mi :] Pani doktorka Kubenova zrobila mi w piatek swinstwo i powiedziala co m izrobia. W zasadzie to mogla sobie darowac, bo to przez to dostalem paniki organizmu. Wytna mi wiezadlo (chyba (krzyzowe)) i zastapia sztucznym, ktore przywala dwiema srubami do kosci. Normalnie terminator. Wg nich bede chodzic normalnie za 3-4 miechy a za pol roku znow biegac i trenowac. Uwierze, jak zobacze :) Na razie horyzont mi przeslania wizja tygodnia w szpitalu :]


skomentuj (2)




2008-09-14 09:19:35 >> Pobito rekord chamskiej obslugi klienta :] / Couch-surfing

Wczoraj na "zlocie" couch-surfer'ow zahaczylismy o kawiarnie Lucerna kolo Vaclavaka. jako, ze na poczatku nas bylo ok. 20 luda, a stoliki 4-osobowe, to sie porozsiadalismy po sali. Knajpa do malych nie nalezy, wiec tloku nie zroblilismy. Jak juz doszlismy do wniosku, ze sie przenosimy do RPaku ,bo pogoda ladna, poszlismy do kasy zaplacic (bo kelnerki nie szlo sie doczekac). Przy kasie pani laskawie podeszla i podala mi rachunek za caly stolik. Gdy zwrocilem jej uwage ,ze chce zaplacic tylko za swoje, natychmiast przeszla na forme "ty" co w czeskim jest nawet bardziej chamskie niz u nas, nawet miedzy ludzmi przed 30-ka. Stwierdzila, ze nie ma czasu rozliczac mnie osobno i ze to moja wina bo moglem rpzy zamawianiu powiedziec, ze bede placic tylko za siebie. Rozejrzalem sie po pustawej sali i wk... niewasko polozylem dokladnie wyliczona kwote na blacie. Tutaj z kolei ona zaczela sie na mnie patrzec z oczekiwaniem. Usmiechnalem sie beztrosko i zapytalem "Co?" No chyba ja poj.., ze jeszcze oczekiwala za to napiwku. Odwracajac sie rzucila niezbyt cicho "Pieknie, kurwa, dzieki" i tu mi juz nerwy troche puscily. Wychodzac pogadalem z kumplami o tym, kim pani jest i kiedy znow nas zobacza w tym "wspanialym" lokalu.

Co do couch-surfingu, to polecam idee. Choc wydaje sie troche szalone, to sprawdza sie doskonale. Mam sporo znajomych, ktorzy w ten sposob zobaczyli kawalek Europy albo i wiecej ,a sami przy tym mieli sporo swietnych gosci. Spedzile mdzien w grupie 70-80 luda, gdzie byli chyba wszyscy... poczawszy od Czechow, przez Niemcow i Holendrow, skonczywszy na Australijce, Kanadyjce i Chinczyku a pomiedzy jeszcze sporo innych nacji. i zadno z nich nie musialo book'owac hotelu czy hostelu na ten przyjazd. Kazde z nich mialo dach nad glowa, tym samym skladajac zapewnienie, ze do nich takze ktokolwiek z grupy couch-surferow moze sie wbic na te maksymalnie kilka dni, jesli akurat beda mieli wolne lozko. Gdyby ktos chcial sie przylaczyc, albo chociaz zobaczyc jak to dziala, to jets dosc prezna grupa na facebook'u.


skomentuj (0)




2008-08-10 17:20:18 >> Jak być wrednym po amerykańsku :)

Stoimy sobie przed 'Alohą' i czekamy aż niektórzy dopiją swoje różne wynalazki zabrane z imprezy u Tony'ego. Jako, że rozmowa wcześniej zahaczała dość często polityki i cech charakterystycznych różnych nacji, to Portugalczyk (mocno już zmęczony wódką z Red Bullem) zagaduje do gospodarza:

(Portugalczyk) - So, what'ya think about Obama?
(Tony) - Wha'? Yo mama?



skomentuj (0)




2008-06-15 18:48:46 >> Male co nieco o pilce. Nudnym temacie, co by nie mowic.

Bardzo mi sie podobal mecz Polski z Austria. Nie ogladalem, bo pilka nozna interesuje mnie w rownym stopniu, co prasowanie koszul. Znaczy wiem ,ze cos takiego istnieje i ta wiedza w zasadzie mi w zupelnosci wystarcza. Ale ten mecz jest bardzo wazny.

Webb to w zasadzie gosc, ktory jest sam sobie winien. A po co sedziowal w tym meczu? Przeciez bylo wiadome, ze tak czy siak, bedzie jego wina jesli nie wygramy. Zasedziowal karnego. Przez to jest remis. To straszne. Mialem nadzieje, ze przegraja. Jak graja polacy, kazdy widzi. Hmmm.. o ile mozna to wogole gra nazwac. Ale za kazdym razem ratuje im dupy fakt, ze wygrali "mecz o honor", o ile cos takiego jak honor istnieje dla nich. Banda paralitykow i leni nie potrafi sklecic zadnej spojnej akcji i potem wielka trauma, ze odpadli.

Osobiscie uwazam ,ze zle sie dzieje, ze za kazdym razem wygrywaja cokolwiek. To, czego akurat nam potrzeba teraz, to zeby raz zagrali na pelnym poziomie swoich umiejetnosci i przej... wszystko od a do z. Moze wtedy ktos sie wreszcie wk... i przestanie tym nieudacznikom placic za ich zalosne "pokazy". Ktos powie: "jak jestes lepszy, to sam zagraj" Nie, nie jestem lepszy. Ale czy ktos widzial mnie bioracego sie za pilke nozna i to zawodowa? Nie; ja nie wyszedlbym na boisko bo byloby mi glupio przyniesc wstyd swojej ojczyznie. Ale jak widac, nie kazdy ma problemy. A jesli nie ma lepszych niz oni i to jest nasza "smietanka", to zrezygnowac z narodowej reprezentacji. Bo moze to i reprezentuje poziom naszej pilki, tylko po co...

Na chwile zostawimy pilkarzy, a zajmiemy sie Wami, wiernymi kibicami Orlow :] Co drugi mial po meczu z niemcami status "Polska! Nic sie nie stalo" I za kazdym razem gdy to widze lub slysze, przypomina mi sie riposta Tomasza Olbratowskiego "Nic sie nie stalo! Tylko sie przewrocilo..." Co to k... znaczy, ze nic sie nie stalo????? Ze przegrali mecz, to nic sie nie stalo? W jakim sensie? Ze nie stalo sie nic niespodziewanego? Moze ja jestem z innej czesci swiata, czy jak, ale mi cale zycie tlumaczyli ,ze futbol polega na tym, zeby wygrywac. Strzelac gole i nie dopuszczac do tego, co by druzyna przeciwna strzelala nam. Ale m oze wlasnie polska "reprezentacja" gra tak chujowo, bo ich poziuom ma pelne Wasze poparcie? Bo niewazne jak spieprza, to i tak zawsze banda ludzi bedzie drzec mordy, ze sie nic nie stalo??? Powiem Wam, ze STALO SIE!!! Stalo sie, ze przyniesli nam, jako narodowi, wstyd po raz ktorys z kolei. Moze raz zrobcie to jak nalezy i krzyknijcie: "ZBIERAC TRAMPKI DO PLECAKOW I SPIERDALAC" ? Jak dlugo beda patalachy mialy Wasze bezwarunkowe poparcie, tak dlugo beda mieli w dupie czy wygrywaja, czy nie.

Pomine zagadkowa kwestie kondycji fizycznej naszych graczy. Bo braki techniczne mozna wytlumaczyc poziomem ligi i brakiem treningowym, ale kondycyjne braki to juz kwestia lenistwa lub nieodpowiednich zawodnikow.

OK... wracamy do meczu z Austria. Mecz ten pieknie pokazal nasza nature. Jako narod jestesmy uszkodzeni genetycznie chyba. Setki tekstow, stron, profili na portalach i fotomontazy Webba, jest w zasadzie zalosne. Ale co tam... przynamniej jest na kogo zwalic. Bo sedzie im pomogl. A trawa zle sie korkow czepiala. Pilka schodzila z buta... Siedze wlasnie w Holandii i bylem swiadkem tego, jak Utrecht przezywal dwa mecze swojej reprezentacji. Wiecie, o jakich meczach mowie, bo to fenomen tych mistrzostw. Co nie pozwolilo naszym strzelic 3-4 goli w czesie meczu? Wtedy zaden karny nie zmienilby wyniku. Ale co tam... winny musi byc i padlo na Webb'a. Nigdy nie sa winni nasi "pilkarze" i ich chujowy poziom. Zawsze jestesmy krok od zwyciestwa, ale wszyscy i wszystko przeciwko nam.

Webb to wielki pechowiec. Narazil sie narodowi, ktory pamieta niemalze kazda mniejsza potyczke i zadre w swojej historii. Pogrozki, maile, telefony i Wasze wypowiedzi. Kurwa, ludzie... zastanowcie sie co mowicie... Bronicie przegranych. Dobrzy Samarytanie. Jak juz chcemy byc dobrzy, to dobijmy naszych, zeby sie nie meczyli :] Caly ten remis pokazal malosc wielu ludzi w Polsce. W kraju, gdzie nei ma pracy a coraz wiecej ludzi zyje ponizej progu nedzy, nagle zrobil nam sie zryw patriotyczny. Ja proponuje kosy na sztorc i do Anglii. Tylko uwazac, zeby na lotnisku nie zabrali :]

Najbardziej malosc wyszla przy okazji uzasadnienia protestu przeciw takim decyzjom. Ja rozumiem wprowadzenie sedziego technicznego, ktory w wielkich pinglach bedzie ogladal tasmy z meczu i mowil ,czy cos tam bylo ,czy nie. Ale zarzadzilo zdanie jakiegos goscia "Nie moze byc tak, zeby ktos jedna decyzje niszczyl marzenia milionow ludzi." Umarlem! :D No prosze :] Dyskusje o wprowadzeniu sedziego technicznego sprowadzono do terapii majacej na celu leczenie kompleksow milionow Polakow :] No zycze wszystkim powodzenia. Z takimi uzasadnieniami, to sie mozecie w dupe pocalowac, bo nikt Wam sedziego nie da. Buhu!! Nie wygralismy! A co z naszymi marzeniami. To wogole nie robmy mistrzostw. Niech nam po prostu puchar przysla, bo nam sie taki marzy. Ale jest problem. Inne kraje tez moga o mistrzostwie marzyc, a my wcale tacy najwieksi nie jestesmy. Przykro mi, ale ten patent nie zalatwi nam wygranej. Co najwyzej znow zostaniemy posmiewiskiem swiata.

Jako ze idzie mecz z Chorwacja, to tu jest link z potencjalnymi winnymi naszej przegranej: http://www.pobandzie.pl/Pobandzie/1,86193,5313849,Kogo_winic_w_poniedzialek_.html

Pilka nozna jest nudna okrutnie, ale te emocje, ktore budzi! :D Szczegolnie te  bezsensowne :]


skomentuj (2)




2008-06-15 12:41:33 >> "Nasze" Orly bialo-czerwone :]

Polacy przegrali mecz z Niemcami. No i? A co nowego? Przegrywaja w zasadzie z kazdy, chyba, ze druzyna przeciwna nie
dojedzie. Ale ja nie o tym. Znaczy nie od druzynach przeciwnych. Bardziej o naszej.

Wielu ludzi jest zaskoczonych, ze nasi przegrywaja i ogolnie kiepsko sobie na murawie radza. A ja nie. Dla mnie to oczywiste. Zastanowmy sie:

Jak sie nazywa nasza druzyna: ORLY. No wlasnie. I czy ktos jeszcze sie dziwi? Czy ktos widziale kiedys orly grajace w pilke? Nozki maja krotkie i nieporadne. Kiepsko biegaja (zupelnie jak nasi pilkarze) i wygladaje na ziemi mocno nieporadnie (tez jak nasi "reprezentanci", ze tak sobie pozwole zazartowac) Orly sa dobre w lataniu :] I to jest mysl.. moze by im zmienic dyscypline i zepchnac z jakiego gniazda w lesie? Jak poleca, to beda pierwsi na swiecie, a jak nie, to mala strata... szczegolnie dla Polskiej i ogolnie pilki noznej.

Ale moze podchodzimy do problemu z niewlasciwej strony... Moze oni nie sa orly. Chcialbym teraz przedstawic kilka propozycji, jakimi zwierzatkami moga byc nasi "pilkarze". Jakby ktos chcial swoje dopisac, to niech sie nie krepuje. Wiem, ze czytacie, choc nikt nie chce zadnego komentarza zostawic :P

Moze nasi sa koniki morskie, bo to podobna sytuacja. Konik morski, niby konik i niby tez ma nozke (jedna bo jedna ale zawsze) Mimo, ze konik, to nie biega, stara sie utrzymac w jednym miejscu. Jesli juz musi sie przemiescic, to zajmuje mu to wieki niemalze. Kopnac niczego nie umie. Jakby nie patrzec, nasi "pilkarze". Tez niby podobni do prawdziwych pilkarzy ,ale na tym podobienstwa sie koncza. Nie biegaja, nie kopia, a ruszenie sie przekrzacza ich, jakze skromne, mozliwosci.

Moze oni sa slimaki? Niby sie zgadza, ale slimaki sa szybsze i maja lepsza kondycje. No... tyle, ze slimak tez nie umie kopac, czyli cos tam ze slimakow nasi "pilkarze" maja.

Panna N. zarzucila pomyslem ,ze to moze leniwce. Hmmm... nie wiem... leniwce, gdy juz sie ruszaja, maja jakas taka determinacje w oczach. Wygladaja, jakby mialy jakis cel podrozy. Nasi "kopacze" wygladaja, jakby tylko probowali sie przesunac na tyle, co by korzeni nie zapuscic.

Na razie to wszystko... jak cos jeszcze wymysle, to dopisze :]


skomentuj (0)




2008-06-15 12:37:25 >> How to be nerd in Netherlands.

Sa ludzie straszliwie nieporadni. Zobaczylem cos dzisiaj w hotelu niesamowitego. Dwoch kolesi o czerwonych gebach i uszach sprawdzalo jakies info na kompie z netem. Po cwili dojrzalem, ze kolesie sprawdzaja Wiki pod haslem: Prostitutes in Utrecht. I teraz mnie zastanawia, jakiem "nerdem" trzeba byc, zeby takich info na Wiki szukac??? Gdyby juz musiec takie info wyszukiwac w sieci, to predzej jakies fora lokalne abo cus?? Coz, widocznie wiki to potega :]


skomentuj (0)




2008-04-14 10:39:04 >> No i nie bede :(

Dzisiaj sie okazalo, ze moja kariera kolekcjonera pokemonow legla w gruzach. ;( Mega-pokemon nie chce nalezec do mojej kolekcji.. BUUUUU :(


skomentuj (0)




2008-03-18 11:25:26 >> YAMATO!!!

W zeszlym tygodniu mialem okazje zobaczyc magiczne widowisko. W Pradze zagralo Yamato. Niby nowosc okrutna to nie powinna byc, bo juz ogladalem ich w Szczecinie, ale to nie to samo. Jednak hala sportowa nigdy nie bedzie miala takiej akustyki, jak teatr. A ze dzwiek jest w ich wystepach najwazniejszy, to wiadomo.

Musze powiedziec, ze przez te 2-3 lata mocno sie rozwineli. Graja jeszcze szybciej, jeszcze mocniej, jeszcze piekniej. Sluchanie ich muzyki na zywo, to przezycie, ktorego nie odda zaden film, czy mp3-ka. Nagranie nie przekaze uderzenia gdzies w srodku, gdy najwiekszy beben wchodzi do akcji. Choc jak dla mnie ,najwieksze wrazenie zrobil jednak kawalek zagrany glownie na strunowych instrumentach. Dziewczyny graja go tak szybko i z taka gracja, ze mozna poczuc sie zaczarowanym. Wielokrotnie sluchalem potem mp3, ale to juz nie to samo.

Bardzo rozwinela sie czesc interaktywna. Jest fajnie spleciona z reszta przedstawienia i nawet powraca w pozniejszych momentach. Gosc, ktory ja prowadzi robi to ze smiechem i wyglupami. Z reszta, inne czesci przedstawienia tez chwilami maja akcenty humorystyczne, co nadaje wszystkiemu lekkosci. Tym bardziej dziwili mnie ludzie w gajerkach na koncercie.

Przedstawienie ma tytul "shin-on" co ma znaczy "bicie serca". I faktycznie, chwilami, gdy bebny graly naprawde mocno, mialem wrazenie, ze ich rytm staje sie moim rytmem. Moze jestem po prostu podatny na taka muzyke, ale urzekla mnie w 110%. Opuszczalem budynek teatru z jeszcze wiekszym zalem niz pare lat temu, gdy poslyszalem ich po raz pierwszy.

Ludzie! Jesli postanowia sie pojawic znow w Polsce, idzcie. Warto, nawet jesli nie kazdy musi to docenic tak bardzo, jak ja.

"tai tai tai tai" :D


skomentuj (0)




2008-03-18 11:07:24 >> Jaksi Taksi - Optimist

Ostatno w radio mecza piosenke ktora, byc moze, ambitnym dzielem nie jest, ale fajnie sie tego slucha popylajac o 6 rano przez budzace sie miasto:


Filmik jest w tekstem dla tych, ktorzy czuja sie na silach zrozumiec o czym gosc spiewa. Osobiscie za pop-punkiem (tak sie, podobnoz ten gatunek muzyczny nazywa) nie przapadam, ale ten kawalek podtrzymuje mnie na duchu w ciezkich momentach, gdy pytam siebie, po kiego wstalem o takie porze :D

Mejte se :)



skomentuj (0)




2008-03-06 10:13:38 >> Powody, dlaktorych nienawisc do turystow jest usprawiedliwiona.

Turysci to ZLO!!!

Ta prosta prawda przez wiele lat umykala mi ,ale to pewnie dlatego ,ze mieszkam w wiosce z tramwajami i turystow u nas, co kot naplakal. Teraz sprawa ma sie inaczej, bo te bezmozgie owce sie paletaja po miescie przez caly rok. Niezaleznei od pogody i nastrojow miejscowych. Sezon turystyczny tutaj to 24/7. Ale ja nie mam nic przeciwko. Ja tylko chce, zeby sezon turystyczny  zamieniono na 'sezon na turyste' i zeby mysliwi mieli prawo do odstrzaly osobnikow, gdy turysci zbytnio sie klebia w okolicy :]

Turysci utrudniaja zycie mieszkancom w nastepujace przykre sposoby:

1. Turysta musi isc zygzakiem, zeby nie dalo sie go wyprzedzic. Byc moze jestem ignorantem, a taki sposob poruszania sie to stara tybetanska sekretne metoda pozwalajaca zwiedzic najwiecej przy najmniejszym dystansie, ale mam to gdzies. Bardziej mnie obchodzi, ze musze isc kawalek za takim idiota, bo on sledzi weza (i to na trzezwo).

2. Turysta musi isc powoli. Nie zwyczajnie powoli. Musi isc tak powoli, zeby slimaki robily "orbity" wokol niego. To pozwala spedzic 5 minut w drodze, majac do przejscia 50m ze stacji Mustek do roboty.

3. Turysta musi isc wpatrzony w mape, budynek, stoisko z zarciem* (*niepotrzebne skreslic) zeby moc wlezc na Ciebie i patrzec sie z pretensja, jak mogles go nie wyminac.

3. Prawdziwy turysta nie moze sie obejsc, bez naglego przystawania na srodku chodnika. Idziesz za nim ,wiec nagle sie zatrzyma, zebys mogl na niego wlezc, bo przeciez sie spieszysz.

4. Turysta w grupach musi isc zawsze wykorzystujac maksymalna dostepna szerokosc chodnika. Dzieki temu musisz sie przepychac idac z naprzeciwka i roztracac nadchodzac z tylu. Oczywiscie turysta nie mowi po czesku, angielsku, polsku i niemiecku, wiec nie znalazlem jeszcze patentu na zrobienie przejscia pokojowa metoda.  Najlepsza do tej pory jest laska z mojej firmy, ktora tak rozepchnela dwoch turystow ze sie malo nie poprzewracali. Wczesniej spedzila jakies pol minuty gadajac do nich i pukajac po ramionach. Patrzyli sie na nia, jak na kosmitke. Ja rozumiem bariere jezykowa, ale jak mozna sie bylo nie domyslec, o co jej chodzi??

5. Turysta musi sie zatrzymac przed kazdym stoiskiem sprzedajacym kartki z Pragi, koszulki z napisem: Prague drinking team - obciach roku. Takie stoiska sa co 30-40 metrow i kazde z nich sprzedaje to samo co pozostale, ale kto wie... Moze to jedno stoisko ma cos, czego nie ma pozostaly 1000. Dzieki temu, turysci potrafia zrobic korki na prostym chodniku.

6. Jesli turysta wybierze miejsce na odpoczynek, bedzie to srodek chodnika. Zatrzyma sie w nim z przyjaciolmi na dyskusje/pogawedke i bedzie tam stal nastepne 5 minut, nieswiadom tlumow oplywajacych go ze wszystkich stron. Jesli turysta ma walizke, ktora ciagnie za soba na teleskopowej raczce, w dobrym tonie jest ustawienie jej w poprzek chodnika. Dzieki temu uzyskujemy zwiekszenie zdolnosci blokujacej jednego turysty. Turysta nie moze pozostac obojetny na uwagi zwracane mu i musi patrzec na zwracajacego jak owca z zatwardzeniem. Dobra metoda na takich turystow sa pancury, ktore czasami przywala z kopa w taka walizke. Oni i tak maja gdzies policje i mandaty, wiec sie nie stresuja.

Ja wiem ,ze turysci to kasa. A takze smrod, smieci i obnizenie sredniego IQ. Zaraz bedzie rok jak tu mieszkam i jeszcze nie widzialem okresu, kiedy byloby ich zauwazalnei mniej :( Gdyby nie turysci, to byloby swietne miejsce :/


skomentuj (1)




2008-01-08 17:03:57 >> Francja strikes back!!!!!!!!!!!!

Hi ,

Greeting be able to change the address of invoicing, I am new at Monster,advance grieved if procedure is not  perfectly applied .

I joins you a copy of the lease where is noted the new address of this account


Regards,

K*.*

Na moj gust ktos napisal to po francusku i uzyl translatora :]



skomentuj (0)




2007-12-19 11:49:45 >> Czechy jako kraj, w ktorym nienawisc rasowa jest pielegnowana od wiekow

Niedawno zapadl wyrok w sprawie zabojstwa pewnego obywatela Republiki Czeskiej. Sad uznal cala sprawe za zabojstwo a nie zbrodnie na tle rasowym, jak oczekiwano tego w wielu srodowiskach. Rozchodzi sie o to, ze bialy zabil Roma. Kiedy sie blizej przyjrzec sytuacji w tym kraju, to mozna zauwazyc wiele pekniec na rysie jednolitej nacji Czechow. Kilka miesiecy temu ktos tam powiedzial otwarcie, ze Romom skutecznie utrudnia sie dostep do edukacji, czesto jakiejkolwiek. Niemalze od razu pojawil sie glos, ze to nic nieszkodzi, bo Romowie nie maja zwyczaju pobierac "bialych"  nauk.

Okazuje sie, ze ta wzajemna pogarda jest starannie hodowana i podtrzymywana. Cos musi byc w tym, bo jedyne prace ,przy ktorych widze cyganow, to sprzatanie ulic, kopanie rowow, koszenie trawnikow. Nie widze ich w sklepach i biurach. W cyganskich dzielnicach biali niezbyt chca mieszkac i nie dziwie im sie. O ile Czechy sa niezbyt brutalnym krajem, to mieszkanie w jednej kamienicy z cyganami wczesniej czy pozniej ma spore szanse zakonczyc sie obrobieniem mieszkania lub obiciem mordy. Oni maja troche pierwotniejsze metody rozwiazywania sporow.

Skinheadzi interesuja sie tutaj Zydowska spolecznoscia tylko w wyjatkowych dniach. Na codzien maja inne zajecie. Mysle, ze to jakos tlumaczy ich duza liczbe w tym kraju. Ich nastawienei do obywateli "2 kategorii" jest potepiane, ale widac, ze brakuje w tym potepieniu stanowczej nuty. Nie mowie, oczywiscie, o oficjalny mstanowisku policji i czy innej instytucji. Mowie o zwyklych, szarych obywatelach.  Kazdy zapytany odpowiada, ze Rom oczywiscie tez jest czlowiekiem i ma takie same prawa, ale lepiej zeby trzymali sie swoich dzielnic i nie wychylali sie. Mowie, ze szedlem przez nieciekawa dzielnice i slysze: "aha! bo tam brudasy mieszkaja." Przyznam szczerze, ze popieram raczej w tym wszystkim bialych. Cyganie mieszkaja w zbyt duzych skupiskach na zbyt malym metrazy, zeby byli dobrym isasiadami. Do tego znani sa z glosnych rozrywek i osobliwego podejscia do czystosci, higieny i pojecia wlasnosci.

Z jednej strony spoleczenstwo ich odpycha, a z drugiej oni sami stoja na uboczu i nie chca sie mieszac. Chcieliby zasilki i rozne ulgi dla przesladowanej mniejszosci, ale podatki i praca to cos ponizej ich godnosci. Oczywiscie, nie mowie o wszystkich. Podaje, jaki obraz ich spolecznosci maja przed soba Czesi. Co jakis czas jakis morlany autorytet oburza sie na takie traktowanie i segregacje, po czym krzyk cichnie i wszystko wraca do normy. Ktos musi sprzatac ulice i kopac rowy. A do tego ani edukacja ani wsparcie panstwa potrzebne nie sa.




skomentuj (0)




2007-11-21 10:45:45 >> Kolejny francuski kwiatek :D

"Can you make the changes below it's very hurry and important"


skomentuj (0)




2007-11-20 17:44:37 >> My name is...

jeden francuz probowal z pamieci napisac moje imie, bo widzi je dosc czesto.. a efekt?

TADAAAAAM!!!!!!


Czristozf




skomentuj (1)




2007-11-13 14:27:58 >> No i skonczylo sie rumakowanie.

Praga stracila status miasta bezpiecznego. W hallu naszego budynku lezy gosc. Dostal kose kolo firmy, miedzy 13-14 godzina.

Przereklamowane doswiadczenie. Do firmy trza wchodzic przez knajpe i ogolnie pelno gapiow i policji.

Jedyne, co mnie zastanawia, to czy jest to jakas "pozostalosc" po sobocie. Ale tego sie dowiemy zapewnie niedlugo.


/sprostowanie: czyli jednak kosa a nie klamka. Lekarze sprawdzili rane i ta nie jest postrzalowa/

BTW: nie jest to pozostalosc po sobocie raczej, bo to jacys rosjanie czy inne wschodnie dzikie ludy...


skomentuj (0)




2007-11-13 11:58:41 >> Poczucie humoru w CRM :]

Czesc z Was juz to zna, ale wrzuce, bo znow natknalem sie na komentarze pewnego Sales Rep'a. Gosc ma spore poczucie humoru i wykorzystuje CRM do roznych przemyslen zwiazanych z klientami i innymi takimi.

Dopisek przy jednym kontakcie: "She doesn't need us as she's whiny bag. Keep in touch just to annoy her"

I jak tu goscia nie lubic?:D


skomentuj (0)




2007-11-09 10:58:20 >> Kazde miejsce ma swoje ciemne strony. Bo gdzie swiatlo, tam cien...

Jak do tej pory, widzialem w Pradze tlumy punkow, ale skinheadow lacznie dwoch. Jeden byl bardziej skinek, jak to powiedzial Krzysztof Daukszewicz, bo juz lysy, ale jeszcze w trampkach. Takie 5 minut, mowiac inaczej. Drugi skin byl wzrostu siedzacego psa, w barach ja x2 i klamka przy pasie. I bynajmniej nie wygladalo to na zabawke. Czytalem w gazetach ,ze skinhead'ow maja w Czechach sporo, ale jakos ciezko to bylo wizualnie potwierdzic.

A teraz okazuje sie, ze to wszystko ejst blizej, niz sie nam wydaje. Jutro bedzie rocznica Krysztalowej Nocy. Byl to pogrom Zydow w Niemczech. Stowarzyszenie Mlodych Narodowych Demokratow zapowidzialo marsz przez centrum i dzielnice zydowskie juz jakis czas temu. Marsz zostal juz dwukrotnie zdelegalizowany i na chwile obecna nie ma na niego zezwolenia. MND postanowili, ze i tak pojda. I w tym momencie miato ukazuje swa ciemniejsza strone. Nagle okazuje sie, ze centrum nie jest bezpiecznym miejscem dla ludzi innych ras i narodowosci. Ponad 1400 policjantow bedzie staralo sie zapewnic bezpieczenstwo mieszkancom Pragi, ktorzy odbiegaja od standardow wyznaczonych przez lysych.

Na ten jeden dzien miasto, w ktorym szwedam sie noca po ciemnych uliczkach na Vinohradach, stanie sie inne. Mialem isc jutro na zakupy, co by z bliska zobaczyc, ale mam zadaleko...

Wg maila, ktory dostalem od kumpla (kthx) mozna sie spodziewac ulicznych starc miedzy neo-nazistami, anarchistami a Zydowska organizacja "Jewish Union". Kumpel z roboty potwierdzil, ze faktycznie w starej dzielnicy zydowskiej moze byc jutro wieczorem ostro. Witamy w rzeczywistosci.


skomentuj (0)




2007-11-07 16:01:40 >> Andy McKee strikes back!

Andy McKee splodzil nowy album. Oto tytulowy kawalek "Gates of Gnomeria":



Zycze przyjemnego sluchania i zachecam do blizszego zapoznania sie z tworczoscia tego magika :)

Strona sklepu, wytworni: Candy Rat
MySpace Andy'ego: Andy McKee


skomentuj (0)




2007-11-07 13:16:15 >> Tak nagle jakos zauwazylem...

Wczoraj wieczorem po raz pierwszy w tym roku wlaczylem ogrzewanie w mieszkaniu...

Hmmm... cos mi sie wydaje, ze lato ma sie ku koncowi :/




skomentuj (0)




2007-10-31 18:48:33 >> Praga - miejsce w którym dzieją się rzeczy :D

Dzisiaj wychodząc z pracy zobaczyłem dwie fajne rzeczy, które mnie rozśmieszyły i po raz któryś już utwierdziły w przekonaniu, że Praga to miejsce szalone i genialne :D

Rzecz pierwsza. Pod Venceslasem (tudzież pod koniem, jak to mawiają autochtoni) zrobiono mały obóz. Drewniane mury, zasieki z drutu kolczastego i wieżyczka strażnicza. Każdy może się poczuć jak więzień lub strażnik, z czego wiele osób skorzystało. Zdjęcie wrzucę do galerii, jak znajdę kabel do Nokii.

Druga rzecz. To już w ogóle faza na maksa. Kiedy wylazłem przed Darexa, akurat pa Vaclavske Namesti po pasach ruchu wzdłuż przemieszczała się spora grupa (myślę, że ponad 100 osób na bank) ludzi na nartach, do tego pary na sankach i mnóstwo ich zwolenników. Hałas robili straszny, ale bawili się świetnie. I może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w Pradze nie ma śniegu, bo jest nadal ok. 10-12 stopni. Faza :D W przyszłym roku idę z nimi :D

A w Polsce takie rzeczy to tylko w Erze :]


skomentuj (1)




2007-10-25 17:06:26 >> Wielka firma = kieszonkowy chaos

Siedze w robocie i czuje ze glowa zaczyna mi juz parowac. Ciesze sie, ze nie mamy jeszcze ery cyberpunka, bo juz chyba dawno wszczepiliby mi telefon i podlaczyli go na stale do sieci. Zaczynam odnosic wrazenie, ze moje zycie biurowe sklada sie z krotkich przerw miedzy telekonferencjami. I tym razem jest to prawdziwy przerost formy nad trescia. Wszystko co robimy musi byc rozpoczete, raportowane i zakonczone con-call'em. Zeby bylo widac, ze pracujemy. To, co mozna zalatwic krotkim mailem, zamienia sie w 2-minutowe polaczenie, zeby powiedziec, ze idzie w porzadku i bedzie na czas. Biurokratycznie jest super. Sa spotkania, sa notatki ze spotkan, jest zapelniony terminarz i widac, ze administracja "rulez". Ja rozumiem, ze duza firma musi dbac o odpowiednie procedury, zeby nie utonac w chaosie, ale w tym przypadku, jestem gotow twierdzic, ze organizowanie tych cholernych con-call'i wlasnie dezorganizuje nasza prace. Byc moze nie widac nas bylo az tak dobrze wczesniej, jak teraz, le robilismy to samo. Moje maile wracaja od szefa, ze tresc jest dobrze, ale mail musi byc bardziej "communicative". Bo przeciez wyslanie komus pliku do analizy w 10 minut po rozmowie nie moze nastapic z krotkim komentarzem, co ma zrobic. Musze to okrasic cala bajka i jeszcze raz wytlumaczyc, co ma zrobic. Nic nie szkodzi ,ze robi to co miesiac.

Ucze sie dyplomacji. Najprawdopodobniej niedlugo wogole nie bedzie teamleadera w mojej ekipie i kazdy z nas bedzie sobie panem. Juz nie bede mial do kogo "forwardnac" maila z prosba, zeby pogadal z debilami. Teraz ta banda debili jest moja i tylko moja. Zostalem glownym kontaktem, tylko nie mam drugiego na zmiane. Ciekawe o tyle, ze w tej sytuacji, jesli cos im sie nie podoba, to moga naskarzyc na mnie tylko mi, albo mojemu managerowi. A manager to chwilami za duzo, jak na niektore konflikty. Biurokracja zaczyna pochlaniac nas. Toniemy w stosie raportow, zestawien, notatek, ustalen i innych papierkow. Dziennie po sto maili, z ktorych tak naprawde waznych jest 25. Reszta to wypelniacz, zeby kazdy mogl sie wykazac, ze cos zrobil.

Jedyne pocieszenie w tej sytuacji, to fakt, ze mam wiecej perelek roznego rodzaju. Jak na razie, "najlepszy" angielski prezentuja francuzi. Oto mala probka: "thank you to dont take care about my precedent email about account". Ma to w sobie jakies piekno. Francuzi ogolnie posluguja sie angielskim z niesamowita fantazja. Inne klimaty, to:

-stwierdzenie "So now you work for me" na wiesc, ze bede wspolpracowal z Francja .
-napisanie "Here is my demand" na dokumencie o nazwie REQUEST FORM.
-i stosowanie niesamowitych formulek w rodzaju "Hereby I send you testimonial of validation data on Karma"

Nie wiem, jak to jest w innych firmach, bo to moj pierwszy raz w swiecie wielkich korporacji, ale ta jest pozerana od srodka przez papiery. Jest restrukturyzacja. Z planowanych 800 osob, zwolniono do tej pory 350. Kazdy staje na glowie, co by udowodnic ze jest tytanem i bez niego firma upadnie. Tak, jakby ktos produktywnosc mierzyl iloscia maili, telefonow i stron wydruku. Ogladam to troche z boku i smieszy mnie to. Ja sie juz pogodzilem z mysla, ze jesli dojda do wniosku, ze jestesmy niepotrzebni, to polecimy. Przestalem sprawdzac kazdego dnia maila, czy nie ma tam nic od szefowej HR.

BTW, jeszcze jedna ciekawostka o firmie. Niedawno na lunchu zgadalismy sie w pare osob, ze kazdy z nas liczyl na to, ze tutaj sie nauczymy, jak sie wszystko robi w wielkim srodowisku, gdzie sa na wszystko procedury i zasady. I kazdy z nas w wielkim szoku zorientowal sie, ze procedur nie ma, zasad rowniez a wszystko sie robi na zasadzie, ze kto sie najlepiej kloci, robi najmniej. Zasady itp sa w teorii i na papierze, jednak zawsze nad nimi goruje dyskusja i klotnia, co, kto i jak.


skomentuj (0)




Created by Smeagol-Gollum
dla szablony4u
Picture by Liiga Smilshkalne